"Juwenalia, juwenalia, kto nie pije..." itd. Słynne hasło dało mi wczoraj solidnie w kość. Dawno nigdzie nie wychodziłem aby się pobawić. Pewne ostatnie wydarzenia spowodowały to, że częściej musiałem zostać w domu. Wczoraj jednak nadarzyła się okazja aby wyskoczyć na wieczór i spotkać się z grupą dawno nie widzianych znajomych. Wybraliśmy się na "Juwenalia Śląskie" a raczej na jeden koncert z tych juwenaliów. Niestety, ale organizatorzy chyba nie dysponowali zbyt dużym budżetem i na więcej ciekawych gwiazd nie było ich stać.
Spotkanie przebiegło w miłej atmosferze na płycie lotniska Muchowiec, pod lądującymi nad naszymi głowami samolotami. Fajne przeżycie, gdy pijesz browarek a nad tobą ląduje sobie dwupłatowiec. Fajny widok musiał mieć pilot.
Później koncert. Kolejny koncert Comy w moim życiu. Już nawet nie liczę ile ich było. Ten wczorajszy jednak mógłbym traktować tak jakby się nie odbył. Tutaj organizator zawalił po raz drugi. Zamiast zorganizować koncerty tak jak zawsze na terenach zielonych lotniska to przeniósł scenę do parku. Ilość ludzi na metrze kwadratowym spowodowała taki ścisk, że nie dało się wytrzymać. Dodatkowo pod samą sceną wysypano tony piasku i w pewnym momencie najadłem się go tyle, że miałem już serdecznie dosyć jakiejkolwiek zabawy. Wróciłem pod prawie samo wyjście z obiektu a tam... nie było niestety za dużo słychać :(
Jednakże zadowolony mimo wszystko byłem, bo spotkałem się z ludźmi na których mogę polegać w każdej sytuacji. Dziękuję! Do następnego.
